– Nie.
– Marysiuuu….
– Ja ci kurwa dam Marysiu. Nie, koniec tematu.
– No, ale przecież to tylko jeden filmik!
– Granieczny, ty mnie nawet nie denerwuj. Powiedziałam nie i koniec.
Marie skrzyżowała ręce na piersi. Stali przed nią we trzech – Granieczny, Bakaj i Daniel Górski, kadrowy spec od „rolkowania, tiktokowania i dbania, by się lajki na Instagramie zgadzały”. Ustawili się w szeregu, zrobili słodkie oczka niczym zagubione szczeniaczki i Krasicka może nawet by na to poszła, po matce miewała miękkie serduszko, gdyby prosili ją o cokolwiek innego.
– Nie nagram z wami filmiku – powtórzyła twardo. – Żadnych rolek, virali, czy co to tam macie w planach, wybijcie to sobie z głowy.
– Ale przecież obiecałaś! – Maks tupnął nogą niczym obrażona księżniczka.
– Że filmiki, ci obiecałam? Niby kiedy?
– Że będziesz moją psiapsiółą! A psiapsóły nagrywają razem filmiki!
– Od kiedy niby?
– Od zawsze!
– On miał rację – poparł libero Daniel. W jednej ręce trzymał telefon, a drugiej selfiesticka, w każdej chwili gotowy do nagrywania kontentu. Na głowie miał dodatkowo kretyński różowy kapelusz z doczepionym filcowym flamingiem.
Tym bardziej Marie nie chciała wiedzieć o jaki filmik chodzi.
– W psiapsiółowaniu chodzi o bycie ze sobą na dobre i na złe, w zdrowiu i w chorobie, w mądrości i głupocie – ciągnął kamerzysta. – Dopóki nas śmierć lub drama na tik-toku nie rozłączy, prawda chłopaki?
Siatkarze energicznie pokiwali głowami, po czym wbili w Marie błagalne spojrzenia.
Dziewczyna westchnęła ciężko. To nie tak, że czuła opętańczy opór przed wystąpieniami przed kamerą. W innych okolicznościach może nawet by się zgodziła. Może nawet miałaby z tego frajdę. I może, ale tylko może, wysłałaby efekt Timiemu żeby pokazać jak się doskonale bawi. Bez. Niego.
Ale miała być profesjonalna, dorosła i odpowiedzialna. Ktoś musiał.
– A na co wam jestem potrzebna? – zapytała jednak. Tak na wszelki wypadek. Żeby mieć szeroki ogląda na sytuację.
– Do grania oczywiście! – Maks podskoczył radośnie. – Ty masz gitarę. My mamy piosenkę. Gitara plus piosenka równa się filmik!
– Viralowy filmik – dodał Górski. – Prezes Świderski nakazał dbać o wizerunek medialny chłopaków. To znaczy ocieplić go trochę, żeby taki bardziej no…
– Swojski był – dokończył Bakaj. – Prezes się odpalił i mu się wielkiego powrotu Igły zachciało. No, ale Igły nie ma, musi zadowolić się nami.
– Więc potrzebujecie mnie, żeby spełnić marzenie prezesa Świderskiego?
– Tak! – odpowiedzieli unisono.
– Grzesiu kazał ci się z nami integrować, pamiętasz? – przypomniał jeszcze Granieczny. – A to jest I-N-T-E-G-R-A-C-J-A. – Uśmiechnął się tak szeroko, że aż światło odbiło się od bielutkich zębów.
– Nie szczerz się tak, bo ci zostanie – burknęła Marie. – Dobra, niech wam będzie. Ale to będzie pierwszy i ostatni raz, zrozumiano?!
Panowie zasalutowali synchronicznie, po czym rozpierzchli się przygotowywać nagranie.
Pół godziny później Marie pożałowała, że jej noga w ogóle stanęła w Spale. Po wejściu na halę zastała bowiem widok godny viralowego filmiku na social-mediach. Daniel wytrzasnął skądś kolorowe krzesełka z Ikei oraz legendarny dywan w ulicę. Na tym właśnie dywanie stało czterech siatkarzy – do Maksa i Marcela dołączyli Michał Gierżot i Bartek Gomułka. Ubrani byli co prawda w swoje siatkarskie trykociki, ale narzucili na nie żółte odblaskowe kamizelki z uśmiechniętym słoneczkiem na plecach. Głowy przyozdobili papierowymi łódkami, każdą w innym kolorze.
– Czy ja wylądowałam w przedszkolu?
– Tak! – odkrzyknęli chórem sportowcy.
– Bo podobno siatkarze to takie dużeee dzieci – zaczął wyjaśniać Granieczny.
– Więc razem z Danielem… – Marcel wskazał na kamerzystę, który toczył nierówną walkę ze statywem.
– Wymyśliliśmy…
– Że będziesz naszą przedszkolanką! – Maks znów wyszczerzył się głupkowato. Marie zanotowała w głowie by sprawdzić czy można sobie nadwyrężyć mięśnie szczęki i jaki jest dopuszczalny poziom napięcia twarzy.
– I ja mam się na to zgodzić, tak?
Skrzyżowałaby ręce na piersi, ale trzymała gitarę. Poprzestała więc na uniesieniu jednej brwi (co każdego wieczoru ćwiczyła przed lustrem, ku uciesze Róży) oraz popisowym kpiącym spojrzeniu numer trzy.
– Prosimyyy! – Siatkarze znów zrobili słodkie oczęta. Musiała przyznać, że to też mieli przećwiczone.
– Co z tego będę miała?
– Naszą dozgonną wdzięczność?
– Sławę na Instagramie?
– Miesięczny zapas żelków malinek?
Marie spojrzała na Maksa i z uznaniem pokiwała głową.
– Szybko się uczysz, Granieczny. To co mam zrobić?
– Na razie siadaj i strój wiosło, a Daniel ogarnie światło – Granieczny podsunął jej jedno z krzesełek, oczojebnie różowe z doklejonym na oparciu zielonym wielorybem. Gdy usiadła, przykucnął obok i przez chwilę przyglądał jej się uważnie.
– Zamierzasz się tak gapić jak ciele w malowane wrota? – fuknęła, przykręcając jeden z kołków.
– Marysiu.
– Co powiedziałeś?
– Maryysiuuu.
– Pierdolnąć ci gitarą w łeb?
Libero z zaciekawieniem przekrzywił głowę.
– Bo ja nie rozumiem – przyznał. – Bo ty jesteś Krasicka, czyli nasza, polska. Ale Marie, a nie Marysia, czyli jakaś obca. To jak to w końcu z tobą jest?
– Nijak – Marie wzruszyła ramionami. – Albo właśnie pojebanie, jak tam wolisz. Dziadek Polak, babcia z Iranu, mama wychowana we Francji, ja początkowo też, potem Włochy, Ukraina i od paru lat Polska. Myślisz, że tyle języków to się dla frajdy nauczyłam?
– A tata?
– Co tata?
– No nie wspomniałaś o tacie – wyjaśnił cierpliwie Maks. – O mamie i dziadkach, ale nie o tacie.
Dziewczyna odwróciła wzrok. Skupiła się na strunach, które już co prawda brzmiały idealnie, ale musiała zająć czymś ręce.
– Ojca nie znam – przyznała. – A mój tata, znaczy się ojczym, też jest z Ukrainy. Nawet przez chwilę mieszkaliśmy w Chersoniu, ale wiesz – wojna – wzruszyła ramionami.
Granieczny jakby zmieszał się nieznacznie. Chciał chyba coś śmiesznego powiedzieć, ale brakowało mu inwencji twórczej.
Na szczęście ocalił go Gierżot, który przytaszczył drugie krzesełko i postawił obok.
– Zaraz zaczniemy zabawę – kiwnął głową w stronę rozstawionych świateł. – Piękna sprawa muszę przyznać. Prawie jak w Hollywood.
– Dobrze, że nie Bollywood – prychnęła Marie.
– Żebyś się nie zdziwiła. Zabawa będzie iście bollywódzka.
Tu wtrącił się Daniel. Z pełną powagą, kamerą w ręku i flamingiem na kapeluszu wyjaśnił, że o to wymyślił scenariusz godni Oscara, a co najmniej Złotych Malin. Krasicka z gitarą grać będzie przebój stulecia, genialne i jedyne w swoim rodzaju Kaczuszki. Panowie za to wykażą się zdolnościami tanecznymi i zaprezentują choreografię inspirowaną ptactwem wodnym.
– I właśnie w ten sposób zdobędziemy tysiące fanów na Instagramie – zakończył swój wywód kamerzysta.
Marie wzniosła oczy ku sufitowi. Policzyła w myślach do dziesięciu, a potem przeprosiła mamę za wszystkie te razy, gdy twierdziła, że przesadza, nazywając Spałę domem szaleńców.
– No dobrze – westchnęła. – To jedźmy z tym cyrkiem.
Marie doszła do wniosku, że ratuje ją tylko wrodzone zamiłowanie do porządku. Była w Spale niespełna tydzień, a już zaliczyła pożar tostera (Lemański), zgubiony cały zapas czystych skarpetek (Firszt) i klasyczne utknięcie na dachu (Gierżot – nadal nie udało się ustalić, co tam w ogóle robił). W czasie, gdy nie musiała ratować tyłka jednej lub drugiej nadziei narodu, Krasicka uczyła się prewencji. Pod czujnym okiem Grzesia zabezpieczała kontakty, pilnowała kluczy, sprawdzała systemy przeciwpożarowe i wypełniała dokumenty. Stosy dokumentów. IOS przykładało dużą wagę do instrukcji i dzielenia się wiedzą wszelaką, w końcu pod każdą szerokością geograficzną sportowcy byli podobni.
Dlatego też tego popołudnia stała wraz z Grzesiem na jednym spalskich balkonów, zastanawiając się jak wyeliminować ryzyko dyndających nóg. Wywiad środowiskowy wykazał bowiem, że jest to zdarzenie występujące zaskakująco często, średnio raz na dwa sezony, czasami częściej. Właściciele ośrodka nawet próbowali się od tego ubezpieczyć, ale ubezpieczyciele nie chcieli wpisać dwumetrowych dzieci jako czynnika ryzyka. Pozostawał wykup całego zapasu drabin z miejscowej Castoramy.
– Możemy zawiesić siatkę – stwierdziła Marie, przyglądając się konstrukcji balkonu. – Taką polietylenową wzmacnianą drutem ze stali nierdzewnej. Małe oczka, może czterdzieści na czterdzieści milimetrów, żeby nam się ktoś w alpinistę nie bawił. – Przykucnęła w rogu balkonu i postukała w kafelki. – To jest żelbetowane, co nie?
– Czy ja ci wyglądam na budowlańca? – prychnął Grzesiu. – Naprawdę uważasz, że zawieszenie siatki na koty pomoże?
– Na siatkarzy. Inny kaliber wagowy – poprawiła go Krasicka. – Zawiesimy na linach stalowych i kotwach, powinno dać radę, policzyłam.
Podsunęła mężczyźnie pod nos tablet ze starannie wyrysowanymi wykresami i obliczeniami.
– O, tu – wskazała na kolorowy schemat z zaznaczonym czerwonym wektorem siły. – Naciąg na siatce cztery kiloniutony powinien wytrzymać upadek Bartka Lemańskiego z wysokości trzech metrów.
Rozkosz z niedowierzaniem pokręcił głową. Przez dłuższą chwilę przyglądał się zaprezentowanym schematom. W końcu wziął głęboki wdech (standardowa praktyka starszych opiekunów) i zapytał:
– Przygotowałaś kosztorys?
– Na następnej stronie. Związek da na to kasę?
Pokręcił głową. Przebiegł wzrokiem po tabelce z dokładnie wyliczonymi kosztami.
– Nie, pójdzie z funduszu IOS. Tylko złóż oficjalny wniosek przez stronę. I niech pójdzie do wszystkich opiekunów siatkarskich. Może problem jest powszechniejszy?
– Oni to tak lubią z balkonów skakać?
– A z czego nie lubią?
Marie wyszczerzyła się szeroko. Stanęła na baczność, zasalutowała po czym pognała do sali konferencyjnej, gdzie sztab urządził tymczasowe biuro dowodzenia.
Gdy odpalała swojego laptopa, usłyszała brzdąknięcie powiadomienia w telefonie, a na ekranie pojawiła się ikonka instagrama. Wstukała kod, przekonana, że tylko Manoline spamuje ją kolejnymi zdjęciami z Hawajów.
@nik_mujanovic
Dlaczego Polacy zawsze dostają najfajniejsze przedszkolanki? Może Słowenia też by jakąś chciała 🥹
Zmarszczyła brwi. Nie kojarzyła, żeby znała jakiegoś Nika, choć w sumie nazwisko wydało jej się znajome. Weszła w profil szanownego kolegi Mujanovicia i aż parsknęła śmiechem.
– No jak babcię Soraję kocham, chyba go pogięło.
Ze zdjęć szczerzył się do niej kolejny wielkolud (ich stężenie w otoczeniu Marie na pewno zaczynało przekraczać dopuszczalne normy), tym razem Słoweniec, z burzą kręconych loków i głupkowatą bródką, która nadawała mu wygląd wyrośniętej kozy.
– Co oni mają z tymi zarostami – burknęła. – Ciekawe czy IOS ma fundusz na golarki?
Choć po zastanowieniu, ta bródka nie była taka zła.
Przez chwilę zastanawiała się, czy odpisać. W sumie przepisy IOS nakazywały udzielanie wsparcia również sportowcom z nie swoich drużyn, więc…
@marie_krasicka
Zgodnie z procedurą działu HR organizacji IOS przydział opiekuna pomocniczego odbywa się na wniosek opiekuna głównego. Jak widać nie stanowicie wyzwania dla waszej przedszkolanki 🤷♀️
Wygasiła telefon i skupiła się na wniosku o finansowanie. Przez niespełna pięć minut udało jej się wypełnić kilka pierwszych pól, w tym uzasadnić, dlaczego montaż siatki jest niezbędny do zapewnienia bezpieczeństwa reprezentantom.
Właśnie miała podać przewidywaną ilość wykorzystania siatki na pojedynczego siatkarza, gdy telefon rozdzwonił się po raz kolejny. Marie odebrała bez zerkania na wyświetlacz, nadal skupiona na formularzu.
– Marie, dziecko szczęścia ty moje, dlaczego nie powiedziałaś mi, że jesteś sławna? – Po drugiej stronie rozległ się trajkot Manoline. W Stanach musiała być siódma rano jak nic. Czyli dziewczyna była po co najmniej dwóch kawach, a dopuszczalne stężenie we krwi – o czym przekonała się Marie – wynosiło trzy-czwarte kubka. I to jak Many się wyspała.
– Ja rozumiem dorosła jesteś, masz prawo, ja to jeszcze dziecko takie, co tam kontrakt, co tam matura! Dwa lata różnicy toż to przecież przepaść! I to, że znamy się całe życie, w ogóle się nie liczy, co to, to nie! I że spałaś u mnie na podłodze przez trzy miesiące, w ogóle bez znaczenia, nie powinnaś mi o niczym mówić!
– Sławna? – Krasicka ustawiła kursor w kolejnym polu. Przewidywany koszt wykonania zabezpieczenia wraz z uzasadnieniem. Jęknęła cicho. Czy nie mogłaby po prostu wgrać kosztorysu?
– Sławna, a jak – kontynuowała Manoline. – Macie z trzydzieści tysięcy wyświetleń, z pięć tysięcy lajków, już z dziesięć osób mi ten filmik udostępniło, nie, dobra dwadzieścia. Nawet Oli Winiarski się pytał, czy ty to ty, a wy się przecież z dziesięć lat nie widzieliście!
– Wpisz adres identyfikacyjny odbiorcy… Czekaj, o jaki filmik ci chodzi? – Marie zamarła z palcem nad enterem.
– No jak to jaki. Ten, na którym chłopaki tańczą kaczuszki. Zostałaś oficjalnie pierwszą przedszkolanką męskiej siatkówki!
Marie wpisała z pamięci kod identyfikacyjny działu dofinansowań IOS. Z jakiegoś bliżej niezrozumiałego powodu cała komunikacja organizacji odbywała się przez wewnętrzny system mailowy, w którym każdy miał przypisany kod. Matka Marie uważała, że zaprojektował to jakiś nie wyżyty informatyk i nawet miała podejrzenia który.
– To by w sumie wiele wyjaśniało – włączyła się w końcu do rozmowy z Manoline. – Jeden upierdliwy Słoweniec
– Który?
– Nik Mujanović. Atak z tego co wiem.
Nastąpiła chwila ciszy. Marie była pewna, że Many właśnie bawi się w małego stalkera i googluje Słoweńca. Albo sprawdza jego Instagrama. Social media nową Wikipedią.
– Ale ciacho, zazdroszczę – po drugiej stronie rozległo się przeciągłe westchnięcie. – Ty to się potrafisz ustawić.
– Raczej wkopać – burknęła Marie. W końcu skończyła formularz, jeszcze tylko sprawdzić wszystko i można słać. – Dzwonisz tylko po to, żeby podzielić się moją własną popularnością, czy masz jakiś bardziej ambitny temat?
– Au!
W słuchawce coś grzmotnęło, jakby Manoline przywaliła łbem w sufit. Marie tylko zmarszczyła brwi, cierpliwie czekając, aż przyjaciółka się ogarnie.
Choć również dobrze Anderson mógłby skończyć karierę.
– Taaa, tak, jak zwykle masz rację – burknęła przyjmująca. – O, no właśnie! Wyjaśnij mi proszę, co do cholery zaszło między tobą i moim wkurzającym braciszkiem?! Ja rozumiem, że wytrzymywanie z nim pod jednym dachem jest ciężkie, bardzo dziękuję losowi, że już nie muszę tego robić, ale tata twierdzi, że ze sobą nie rozmawiacie! A jak zapytałam Timiego, to się wziął obraził i rozłączył. Świnia nie brat!
Marie zacisnęła palce nad klawiaturą. Kliknęła wyślij i dopiero wtedy zebrała się do odpowiedzi.
– Doszło do pewnej… różnicy w poglądach – powiedziała spokojnie.
– Na temat?
– Rozwoju zawodowego.
– Genre, Krasicka! Bo jeszcze ci uwierzę, że przez głupi rozwój zawodowy się gryziecie. Przecież wy się całe życie znacie. Dosłownie! Mam ci zdjęcia wyciągnąć?!
Marie milczała uparcie. Wpatrywała się w ekran laptopa, na którym migało potwierdzenie wysłania wniosku.
– Życie dziwne jest, wiesz – mruknęła w końcu. – Dobra, muszę kończyć młoda, mam tu dwudziestu facetów do utrzymania przy życiu. Trzymaj się tam i nie wpadnij do żadnego wulkanu.
Rozłączyła się, nie zważając na protesty Manoline. Oparła głowę na rękach, zamknęła oczy. Spróbowała uspokoić szalejące myśli. Wiele by dała, by któryś z chłopaków stanął w drzwiach i zgłosił sytuacje awaryjną. Na przykład atak zmutowanych bobrów. Na IOS przygotowało procedury.
Timi nie mieścił się w żadnych instrukcjach.
Znów usłyszała dźwięk powiadomienia. Zrezygnowana zerknęła na ekran.
@nik_mujanovic
To może jakieś tipy jak być lepszym przedszkolakiem?
----------------------------------------------------------------------------------
Jest i rozdział 2. Ciekawe, jak długo Marie wytrzyma z tą hałastrą. To co, widzimy się na jakimś meczu?