To było głupie. Wszystko. Zgłoszenia, listy motywacyjne, godziny spędzone nad dopieszczaniem esejów i CV. Tylko po to, by dostać pięć odmów! Pięć! I to na pierwszym etapie rekrutacji!
Marie ze świstem wypuściła powietrze. Od godziny wpatrywała się w swoją skrzynkę pocztową, gdzie na samej górze widniało pięć odpowiedzi na jej podania na staż. Wszystkie o prawie identycznej treści. Bardzo dziękujemy za zainteresowanie… Ta, jasne… Pani aplikacja zrobiła na nas duże wrażenie…Jakbyście ją w ogóle przeczytali, mendy… Niestety, musimy poinformować, że tym razem zdecydowaliśmy się wybrać innych kandydatów…
– Kurwa! – uderzyła otwartą dłonią w biurko. – Merdé! Zahr-e mar! Blat!
Mogłaby tak długo, potrafiła kląć w dziesięciu językach, ale wolała nie obudzić współlokatora. Zresztą nie powiedziała mu jeszcze, że jej marzenia o stażu, w którejś z najważniejszych międzynarodowych instytucji mogła wrzucić do kosza.
Albo rozwalić bazooką. Tata na pewno miał w piwnicy jakąś bazookę.
A tyle się nagadała, gdzie to się nie dostanie i czego nie będzie mówił. Timote ostrzegał, że po drugim roku studiów może być trudno. Że jest za młoda, ma za mało doświadczenie i żadne konferencje czy wolontariaty, które wypełniały dwie strony CV Marie tego nie zmienią.
Teraz dziewczyna będzie musiała przyznać mu rację.
W tym momencie komputer pingnął cicho. Marie uniosła brew. Na samej górze skrzynki widniała jedna nowa wiadomość.
Szósty staż. Zgłoszenie z poprzedniego dnia, które wysłała chyba bardziej, by zrobić na złość rodzicom. Bo akurat tego zgłoszenia odradzali jej najbardziej, choć paradoksalnie miało być najbezpieczniejsze
Przez chwilę zastanawiała się, czy otworzyć maila. Zerknęła na zegarek. Dochodziła pierwsza w nocy. Kolejna wiązanka przekleństw już na pewno obudzi Timiego.
Dobra, raz kozie śmierć, gorzej już przecież być nie może.
Kliknęła dwa razy na tytuł. Szybko przebiegła wzrokiem po treści maila.
Bardzo dziękujemy za zgłoszenie… Oho… Z przyjemnością pragniemy poinformować… No, chyba sobie żartują… Pani esej zrobił na nas ogromne wrażenie… Helooo, dokładnie takie miał zrobić! Prosimy o wypełnienie dostępności w kalendarzu, abyśmy mogli umówić rozmowę kwalifikacyjną.
Odchyliła się na krześle. Spojrzała w sufit. Światła warszawskiej ulicy odbijały się od klosza lampy i puszczały zajączki na białej farbie.
Bardzo, bardzo chciała się zacząć histerycznie śmiać, ale to mogłoby być ciut niepokojące. A chciał chociaż utrzymywać wrażenie, że jest normalna.
Z drugiej strony, czy to ma teraz jeszcze sens…?
Wróciła do komputera i jeszcze raz przeczytała maila. Wyszczerzyła się szeroko.
– Nadchodzę, świecie! – wyszeptała, a potem nacisnęła link.
--------------------------------------------------------------------------------
Wielki powrót po sześciu latach? Why not. Bardziej dla mnie, bo raczej nikt tu już nie trafi. Blogspot umarł, Wattpad ledwo dycha.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz